Najlepsze horrory o duchach

Dziesięć najlepszych horrorów o duchach,które zmieniły oblicze gatunku

 

(Subiektywny przegląd okiem filmoznawcy)

 

Człowiek od wieków poszukuje sensu codzienności w tym, co nadprzyrodzone, a wiara w świat duchów jest obecna w kulturze niemal od zarania dziejów. Historie o duchach mrożą krew w żyłach w licznych opowieściach na gruncie folkloru, literatury, a od ponad stu lat – także w kinie, w szczególności zaś w horrorze. Są próbą odpowiedzi na odwieczny przedmiot lęku człowieka, jakim jest śmierć…

Horrory o duchach, jak każdy filmowy gatunek i jego odmiany, bazują na schemacie. Bohaterów poznajemy w ich codzienności, a parapsychologiczna siła wkrada się w fabułę stopniowo, by wkrótce uderzyć z całą mocą.

Filmy grozy są jednym z najwcześniejszych gatunków, jakie wykształciły się na gruncie kina. Duchy nie towarzyszyły tu jednak fabułom od początku. O ile szeroko rozumiany spirytyzm był obecny w wielu dziełach filmowych czasu przedwojennego, to nie doczekał się wówczas pełnej realizacji w konwencji horroru.

Jednym z pierwszych, zasługujących na uwagę, jest film z 1960 roku, 13 duchów (reż. W. Castle). Film opowiada historię rodziny borykającej się z nieproszonymi gośćmi zza światów. Dziś obraz może nieco trącić myszką (szczególnie niefortunny pomysł użycia specjalnych okularów, umożliwiających ujrzenie duchów). To jednak dzieło dające solidne podwaliny pod kolejne obrazy w obrębie gatunku i obowiązkowa pozycja klasyki kina dla miłośników horroru.

Kilka lat później, w 1963 roku, powstaje Nawiedzony dom (reż. R. Wise). Grupa badaczy zamyka się w domu uchodzącym za nawiedzony, by zweryfikować istotę zjawisk paranormalnych. Mniej tu, niż w omawianym poprzedniku, efektów specjalnych. Twórcy zdecydowanie postawili na emocje.

Warto zauważyć, że motyw nawiedzonego domu okaże się wyjątkowo atrakcyjny dla horroru i będzie powracał w obrębie gatunku wielokrotnie. Spotkamy go także w znanym z remeake’ów i sequeli Horrorze Amityville z 1979 roku, w reżyserii S. Rosenberga, który stanowi pomost między filmami o duchach a obrazami o tematyce satanicznej. Nawiedzony dom jest też miejscem wydarzeń w kultowym już dziele T. Hoopera, Poltergeist (1982). O ile większość zastosowanych tu efektów specjalnych dziś już bardziej śmieszy niż straszy, film na stałe wpisał się w historię kina i stanowi znaczący krok milowy w kształtowaniu się poetyki horroru. Pikanterii i dreszczu emocji mogą dostarczyć plotki o rzekomej klątwie ciążącej nad ekipą filmową. Faktem zaś jest przedwczesna śmierć młodych odtwórczyń głównych ról w filmie… Przypadek?

Trudno nie dostrzec, że ostatnie dwie dekady w historii kina stanowią istny renesans nie tylko samego horroru, ale także jego subgatunku podejmującego temat duchów. Przyczyn takiego stanu rzeczy badacze doszukują się w postępującej laicyzacji świata Zachodu i towarzyszącej zjawisku tęsknocie za tym, co duchowe, jak i lękowi przed śmiercią i nieznanym.

I tak, rok 1999 przynosi premierę wielokrotnie nagradzanego Szóstego zmysłu (reż. M. N. Shyamalan) – obrazu, który wprowadza widza w świat koegzystencji świata żywych i umarłych w sposób szczególny. Śmierć tych, którzy odeszli okazuje się bowiem oczywistością jedynie dla tych, którzy pozostają pośród żywych. Wątek znajdzie swoją realizację także w późniejszych Innych (2001, reż. A. Amenábar), zwracających uwagę nie tylko świetną kreacją Nicole Kidman i dwójki dzieci (czego nie można niestety powiedzieć o odtwórcy głównej roli w Szóstym zmyśle), ale przede wszystkim nadzwyczaj gęstą atmosferą i zaskakującym zakończeniem.

Częstym, bo atrakcyjnym fabularnie rozwiązaniem w horrorach o duchach, jest kameralność zdarzeń, a co za tym idzie – ograniczenie liczby bohaterów do niezbędnego minimum. Do tego zabiegu odwołał się w 2000 roku R. Zemeckis w obrazie Co kryje prawda – trzymającym widza w niepewności i niepokoju do ostatnich (niezbyt jednak przemyślanych przez twórców) minut filmu.

Na liście najlepszych horrorów nie może zabraknąć dwóch dzieł z roku 2002. Mowa tu oczywiście o The Ring (reż. G. Verbinski) oraz o Dark Water (reż. H. Nakata). The Ring, wzbudza sporo emocji – i to nie tylko tych dotyczących sporu o bardziej wartościową wersję (amerykańską vs japońską), ale także tych odbiorczych, gdyż dalece odbiega od tradycyjnych schematów gatunku. Niewiele tu mrożących krew w żyłach efektów specjalnych, sporo zaś skromnych zabiegów, które w powiązaniu z grą prowadzoną w obrębie fabuły, nie pozwalają widzom spokojnie zasnąć po projekcji.

Wspomniane już dzieło H. Nakaty, znanego wówczas z wcześniejszych wersji Ringu (1998 i 1999) ponownie udowadnia, że Japończycy są prawdziwymi mistrzami w straszeniu na wielkim ekranie. Dark Water stanowi bowiem niewątpliwie kolejną obowiązkową pozycję dla wszystkich, którzy pragną nazywać się miłośnikami horroru.

Wszystko, co znane z horrorów o duchach, łącznie z obecną już w czasach ekspresjonizmu niemieckiego burzą za oknem, znajdziemy w jednej z ostatnich realizacji, w Kluczu do Koszmaru (reż. I. Softley) z 2005 roku. Znów kameralna atmosfera, znów niewyjaśnione zjawiska, trzaskające drzwi i… niebezpieczne moce, w których istnienie trudno nie uwierzyć…

Nie sposób nie zauważyć, że horrory o duchach ewoluują. Zmienia się ich stylistyka, ikonografia, z dekady na dekadę poprawia się technika zdjęć, montażu, przede wszystkim zaś efektów specjalnych. Filmy te doskonale odzwierciedlają aktualny stan wiedzy – i to nie tylko związanej z parapsychologią, ale także tej dotyczącej kondycji współczesnego odbiorcy. Im bliżej spojrzymy w historię kina, tym bardziej naukowo scenarzyści starają się nam wyjaśnić zaistniałe na ekranie wydarzenia. XXI wiek nie jest wszak, jak się okazuje, wolny od lęku i tęsknoty związanych z tym, co nie przynależy do tego świata…